Patrolu! Poniżej przedstawiam wam 3 teksty na temat życia Olgi Małkowskiej na początku I wojny światowej. Dwa teksty naukowe oraz zapiski Olgi Małkowskiej na ten temat. Przedyskutujcie jakie informacje się różnią, które są pomijane, oraz jak te same fakty są przedstawiane na różne sposoby. Nagrajcie 5 minutowe seminarium na temat działalności Olgi w Zakopanem, odpowiedzcie w nim między innymi na pytania: „Co stało się na węgrzech”, „Jaka jest postawa Andrzeja Małkowskiego”, „jak wyglądała relacja harcerzy i harcerek ze społecznością”. Podzielcie się tekstami, pamiętajcie o tym, że liczy się czas. Teksty oryginalnie były bardziej rozległe i musiały zostać skrócone, jeśli zaznaczyłem że akapit był o czymś, to informacja ta jest identyczna jak w innych tekstach, jeśli nie ma komentarza do pominiętego tekstu, to znaczy, że był on nieciekawy. Jeśli w tekście nie ma żadnej informacji na temat kluczowego tematu (np. ochronki), to znaczy, że w całym tekście nie było o nim wspomniane. Sposób oceny: 1-5 pkt – Wartość merytoryczna 1-5 pkt – Krasomówczość 1-5 pkt – Krytyczne spojrzenie na teksty historyczne Gawędy o tych, które przewodziły cz. 1 Związek Harcerstwa Polskiego [...] Głównym ośrodkiem działalności drużyny żeńskiej stała się założona przez Olgę na Bystrem „Herbaciarnia”. Chodziło o to. Aby ludziom, którzy znaleźli się z dnia na dzień niemal bez środków zapewnić bardzo tanie — a w wypadkach skrajnych nawet darmowe posiłki. „Herbaciarnia” mogła działać dzięki pomocy finansowej właściciela dóbr Zakopane, Władysława Zamoyskiego, którego Olga dobrze znała i dzięki uzyskaniu bezpłatnie lokalu, ale przede wszystkim dzięki wielkiej pracy skautek. Kierowniczką „Herbaciarni” była Lili Mokłowska, kuchnię zaś prowadziła Zofia Wilczyńska. [... pomijam informacje o p. Gniewoszu, koniach i pracy dla skautek] Kiedy niektóre oddziały legionowe zostały zakwaterowane w pobliżu Zakopanego, „Herbaciarni” przybyło nowe zajęcie, trzeba było uruchomić pralnię bielizny dla legionistów. Wkrótce Olga zainteresowała się także potrzebami dzieci wiejskich, którymi w warunkach wojennych nie miał się kto zająć, gdyż ojcowie poszli na wojnę, a matki musiały same prowadzić gospodarstwo. Postanowiła zorganizować dla nich jakąś rozrywkę, przynajmniej w niedzielę. Zaczęły się więc w „Herbaciarni” niedzielne „popołudnia bajek” dla najbiedniejszych dzieci z Bystrego i z Zakopanego (były to wówczas jeszcze oddzielne wsie). Tak się szczęśliwie złożyło, że do drużyny Olgi należała dziewczynka (dwunastoletnia Lela Wolska), która nie tylko posiadała nieduży „teatrzyk” z kulisami, sceną i kurtyną, ale była bardzo zdolną rysowniczką. Lela wycinała ze sztywnego papieru i malowała dekoracje, a także figurki występujących. Ona też manipulowała teatrem, podczas gdy Olga opowiadała bajkę (a opowiadała pięknie stare bajki), Lela podnosiła kurtynę i pokazywała na scenie teatrzyku to, o czym Olga właśnie mówiła. Dzieci aż piszczały z zachwytu i w kolejne popołudnia niedzielne przychodziło ich coraz więcej. Nie mogły pomieścić się już w sali i cześć musiała stać na zewnątrz domu pod otwartymi — by mogły słyszeć i widzieć — oknami. W ten sposób, chociaż raz na tydzień można było odwrócić myśli dzieci od głodu i okropności wojny, o których ciągle słyszały, i przenieść w świat piękna i fantazji. Drugą ważną placówką zorganizowaną była ochronka, która powstała w ciągu jednego dnia, gdy do Zakopanego pociągiem i pozostawiono na dworcu przeszło dwadzieścioro dzieci w wieku od lat dwóch do dwunastu. W ciągu tego jednego dnia Olga uzyskała od kogoś lokal na ochronkę, a od Władysława Zamoyskiego dwieście koron miesięcznie na utrzymanie dzieci, skauci zaś wyprosili najpotrzebniejsze meble, bieliznę pościelową i odzież w zakopiańskich hotelach i pensjonatach. Skautki opiekowały się dziećmi i karmiły je aż do wieczora, kiedy można je było zabrać do przygotowanego już lokalu. Kierownictwo ochronki objęła jeszcze jedna przyboczna Olgi, Marysia Kraskowska, a dziewczęta z drużyny pomagały jej nie tylko w opiece nad dziećmi, ale i w zaopatrzeniu. Nie zawsze było to łatwe: skautki „mleczarki” musiały zgłaszać się do gaździn o piątej rano, aby zabrać mleko z rannego udoju. A potem, o ósmej, trzeba było być w szkole. W końcu sierpnia 1914 roku, kiedy komunikacja kolejowa między Zakopanem i Krakowem została przerwana, Olga zorganizowała rozstawną pocztę, którą obsługiwali skauci na rowerach. Dyżurowali oni stale na poszczególnych stacjach poczty i byli gotowi wyruszyć w drogę w każdej chwili (poczta rozstawna przeznaczona była do użytku władz legionowych), Olga została oficjalnie mianowana przez powiatowego komisarza wojskowego Legionów Polskich (był nim Włodzimierz Tetmajer) komendantką rozstawnej poczty skautowej. Jako komendantka poczty nie ograniczała się do zabiegów organizacyjnych: korzystała ze swojego doskonałego angielskiego roweru, aby przeprowadzać inspekcje poszczególnych stacji. Skauci i skautki pomagali także w miarę potrzeby w różnych innych pracach: roznosili listy (bo nie było listonoszy) pomagali w żniwach (gospodarze byli na wojnie), a nawet uzbrojeni systematycznie patrolowali ulice Zakopanego, aby uchronić mieszkańców przed szerzącymi się kradzieżami i napadami. Patrole tworzyli najstarsi chłopcy, którym broń dostarczali legioniści. Działalność Olgi nie zawsze była bezpieczna. Kiedyś, gdy wskutek odcięcia od reszty świata w Zakopanem zapanował głód i nie miała czym żywić ludzi przychodzących do „Herbaciarni” i dzieci w ochronce, wyprawiła się wraz z Lili Mokłowską i jednym ze skautów wozem konnym po żywność do Kieżmarku na Węgrzech. Tam zostały aresztowane pod zarzutem szpiegostwa i miały być oddane pod sąd wojenny. Na szczęście interweniował burmistrz zakopiański i wszystko dobrze się skończyło Praca skautów i skautek zakopiańskich była zorganizowana w ten sposób, że co dzień wieczorem Olga otrzymywała od burmistrza Zakopanego i od Komitetu pań „zapotrzebowania”, a więc spis osób potrzebnych np. w piekarni, w szpitalu, do roznoszenia listów. Codziennie też o szóstej rano odbywała się zbiórka obu drużyn, na której Olga wyznaczała skautkom i skautom funkcje na dany dzień. Organizacja działała bezbłędnie i młodzież skautowa pokazała, że została dobrze przygotowana do służby bliźnim. Jednak Andrzej Małkowski od początku wojny marzył o tym, aby skauci służyli Polsce zbrojnie, chciał zamienić Tatry w „cytadelę wolnej Polski” bronioną przez skautów, a w razie potrzeby w polskie Termopile. I chociaż nie uzyskał zgody Józefa Piłsudskiego ani poparcia starszego społeczeństwa, zamysł swój miał zamiar realizować na własną rękę. Gromadził więc wraz z Olgą i skautami broń i amunicję, którą nocami wywozili sankami i ukrywali w grotach Nosala, Kościeliskiej i Pysznej. [...] Wspomnienia i zapiski Olgi Małkowskiej z : Druhna Oleńka Związek Harcerstwa Rzeczpospolitej Zakopane (1913 – 1915) Najmłodsi w przededniu niepodległości [ nie jest jasne czy tytuł ten nadała Olga Małkowska czy autorzy zbioru. Przyp. Kom. Tras.] [pominięte zostało wiele kolacji, wieczerzy i spotkań. Przyp. Kom. Tras.] W Zakopanem panował chaos. Tłumy uciekinierów z róż nych miast Polski dążyło do Zakopanego, ażeby stąd poprzez Tatry wydostać się z tzw. Galicji. P ołączenia kolejowe w całym kraju były chaotyczne. Oboje z Andrzejem mieliśmy pod naszą opieką 60 (+-) młodzieży harcerskiej, która nie mogła wrócić do rodzin, a środków do życia nie posiadała. Pozatym okropna nędza panowała w całym Zakopanem. Trzeba było ratować ludzi i to od zaraz. Dzięki p omocy finansowej właściciela Zakopanego, Władysława Zamojskiego , otworzyłam na Bystrem „Herbaciarnię w domu odstąpionym mi bezpłatnie na ten cel przez T. Korniłowicza. W tej herbaciarni można było o każdej porze otrzymać kawę zbożową, herbatę i pieczywo poza tym kiełbasę z kapustą i ziemniakami, kluski, zupę. Menu dość skromne; ależ ilu ludzi ratowało od głodowej śmierci. Cena za te posiłki była bardzo przystępna, a gdy widzieliśmy, że „gość” jest nędzarzem, dawaliśmy posiłek darmo. Jak bardzo tego rodzaju instytucja była potrzebna wykazał fakt, że na Bystrem gazdowie znaleźli pewnego dnia swoją lokatorkę — uciekinierkę z Krakowa — martwą w jej izdebce. Lekarz stwierdził śmierć z głodu i wyczerpania. Przy Herbaciarni znalazły pomieszczenie i wyżywienie niektóre harcerki w zamian za pracę (gotowanie, pranie). W Zakopanem znalazł się też poseł Gniewosz z 4-ma końmi spędzonymi tu z jego majątku. Posłowi pilno było wyjechać do Wiednia, więc odstąpił konie miejscowej drużynie harcerzy wraz z 2-ma wozami. Bezdomni harcerze jeździli tymi końmi w Tatry po drzewa, które zwo zili do miejscowego tartaku, oczywiście za odpowiednim wynagrodzeniem. Pewnego dnia gruchnęła po Zakopanem wiadomość, że dwadzieścia kilikoro dzieci zostało wyładowanych z pociągu krakowskiego i pozostawionych na dworcu bez opieki. W Zakopanem zawrzało jak w ulu. Przecież nie było w mieście żadnego komitetu, ani organizacji , której zadaniem byłaby troska o bezdone dzieci. Poszłam znów do niezawodnego Wł. Zamojskiego z prośbą o pomoc. Jak zawsze nie odmówił. Wyznaczył pewną sumę miesięcznie na utrzymanie „ochronki”, a tymczasem harcerki już były na dworcu karmiąc dzieciaki i opiekując się nimi, podczas gdy ja zdobywałam dworek koło pałacu Szczaniowskich na pomieszczenie dla dzieci i personelu. Harcerze rozbiegli się po całym Zakopanem kwestując po Pensjonatacg i hotelach. Do wieczora Ochronka miała komplet mebli i spory zapas odzież i bielizny. Dzieci były w wieku 2— 12 lat. Na czele Ochronki stała starsza harcerka Marysia Kraskowska i miała cały sztab dzielnych pracownic - harcerek pod swoją komendą, Drużyna dzielnie pomagała Ochronce. [...] Część harcerzy i harcerek miała stale służbę na poczcie — roznosili listy i pełnili różne usługi pomocnicze. Gdy komunikacja kolejowa z Krakowem została przerwana, harcerze rowerzyści utrzymywali stałą łączność z Krakowem. Miałam dobry rower angielski B.S.A. który ułatwiał mi sprawną inspekcję punktów. Wielką bolączką ludności były żniwa. Zboże dojrzewało, pogoda była piękna, ale nie było mężczyzn do zbiórek, bo wszyscy prócz kalek i kompletnych niedołęgów byli na wojnie. Zakopane było pełne wałęsających się „letników”, którym poprzez myśl nie przeszło by zakasać rękawy i wziąć się do pracy I znów harcerze i harceki stanęli do pomocy. Żęli sierpami (łatwiejsze od koszenia), wiązali w snopki zwozili do stodół. Gaździny zaoparywały nas w jaja, mleko, masło, a nawet lniane i konpne płótna. Wskutek dużego napływu różnych nieporządanych osobników do Zakopanego, zaczęły się szerzyć kradzieże, rabunki i napady. Niebezpiecznie było wychodzić na ulice o zmroku, nie mówiąc już o nocy. W drużynie Andrzeja byli chłopcy 16-to, 17-to i 19-to letni. Dostali broń od miejscowego legionu i teraz ulice stale były patrolowane przez starszych harcerzy. [...] Niebawem Legion został zainsta lowany w Poroninie, wobec tego w Herbaciarni na Bystrem przybył nowy poważny dział pracy – pralnia. Legioniści chętnie odwiedzali Herbaciarnię, nie tylko w celu pożywienia się , porozmawiania z młodymi, ładn y mi harcerkami, lecz także zmieniania bielizny. Herbaciearnia dostała spory zapas legionowej bielizny, a ponieważ największą plagą legionistów, więc przchodzii do Herbaciarni, aby tam zostawić za wszoną bieliznę i ubrać się w czyst ą . Brudną bieliznę wrzucało się do kotłów i gotowało, po czym dopiero była normalnie prana. [... tu parę akapitów o teatrzykach dla dzieci z ochronki, które pozwoliliśmy sobie ominąć dla oszczędności papieru. Przyp. Kom. Tras. ] "Herbaciarnia” — takie proste słowo, a ileż treści sie w nim mieściło. Tu odbywały się tajne zbiórki „zamachowców”, którzy mieli Tatry zamienić w cytadelę wolnej Polski. Skrzętnie zbieraliśmy broń i amunicję, żeby ją potem przechowywać w różnych grotach tatrzańskich. Burek (jeden z naszych koni) należał do wtajemniczonych. Nocą wyjeżdżaliśmy z saniami naładowanymi bronią i amunicją w stronę Kościeliskiej i Pysznej. Część zapasów składaliśmy w jaskiniach w Nosalu — zawsze nocą, by uniknąć austriackich żandarmów. Wiko Szczepanowski, Tadeusz Korniłowicz, Ustkęstki (sic!) Włady sław Łysakowski — to byli nasi najbliżsi wtajemniczeni. Andrzej był w l egionie od sierpnia, lecz wpadał na krótki postój do Zakopanego. Władze coś podejrzewały, bo raz po raz odbywały się u nas rewizje. Na strychu w Korniłowiczówce na Bystrem (gdzie mieszkam z Andrzejem na piętrze) mieliśmy przechowane karabiny w trocinach. Pewnego dnia Kazik Giżycki właśnie powrócił ze strychu, po wniesieniu tam pewnej liczby karabinów, gdy zobaczyłam zbliżających się do domu żandarmów. Nowa rewizja. Wpadłam do następnego pokoju, gdzie Kazik włąśnie otrzepywał się z Trocina trocin, pchnęłam Kazika na łóżko, zakryłam pierzyną i kapą w chwili, gdy żandarmi weszli do pokoju, Na szczęście austriackie władze nie miały pojęcia jak się przeprowadza rewizje. Nie zaintrygowałą ich podejrzanie wydęta pierzyna. [...] R ekonwalescencja Andrzeja się przewlekała, a tymczasem coraz więcej broni i amunicji napływało. Ekwpowaliśmy te nasze polskie Termopile. Piłusdski uznał ten pomysł za fantastczny i nieżyciowy (i taki był, lecz któż to zdoła wytłumaczyć zapalonym i młodym sercom i głowom). [...] Następnego dnia jeden z naszych przyjaciół żandramów (góral) mijając mnie powiedział: „Jesteście na czarnej liście w Nowym Targu. Uciekajcie.” Andrzej wrócił z miasta z tą samą wieścią. Czarna lista to był spis ludzi mających iść pod sąd wojenny w Nowym Targu. Nie namyślając się długo spakowaliśmy najpotrzebniejsze drobiazgi i poszliśmy na dworzec. Po drodze zdążyłam jeszcze w banku zastawić swoje korale, pierśconek z brylantami, parę broszek i innych cennych drobiazgów. Mieliśmy sporą sumę pieniędzy w kieszeni i złapaliśmy pierwszy pociąg, który jechał do W iedni a. Olga Małkowska. Życie i działalność. Związek Harcerstwa Rzeczpospolitej [...] Z aprzyjaźniona z Olgą Zofia de Callier p isze: „Jako mloda dziewczy na (Olga) była bardzo poważnie zagrożona gruźlicą. Gdy wyszła za mąż za Andrzeja Małkowskiego i zamieszkali w Z akopanem, była tak słaba (po chorobie), że mąż brał ją po śniadaniu na ręc e i wynosił na werandę, aby systematycznie „odpoczywała na życiodajny m górskim powietrzu. Wspaniałe to było małżeństwo, dobrane przyjaźni ą i zrozumieniem wspólnej drogi obranej od razu po poznaniu. Z wiarą p atrzyli w przyszłość”. Dzięki pomocy finansowej Władysława Zamoyskiego skautki uruchomili „Herbaciarnię” na Bystrem, w domu, który Tadeusz Korniłowicz oddał bezplatnie do użytku skautingu. „Herbaciarnię” prowadziła przyboczna Olgi, Lili (Antonia) Mokłowska, a kuchnią zajmowała się Zofia Wilczyńska. Wydawano tam bardzo proste, tanie (lub bezpłatne) posiłki najbardziej potrzebującym. „Herbaciarnia” zapewniała też w ciągu dnia opiekę dzieciom mieszkającym w sąsiedztwie w nie opalanych na skutek biedy domach. W niedzielę skutki urządzały „popołudnia bajek”. Ich tekst, opowiadany lub czytany przez Olgę, był ilustrowany na scenie małego teatrzyku przy pomocy lalek z papieru (lalki te robiła 12-letnia Lela Wolska — później Pawlikowska, znana ilustratorka książek), Jak wspomina Olga „celem tych bajek było odciągnięcie umysłu dzieci od okropności wojny, o których wciąż słyszały, danie im choć raz na tydzień możności zapomnienia o głodzie, nędzy i cierpieniach za ciężkich na ich dusze” [7]. „W tej atmosferze wojennej grozy, podłości, łajdactwa i prawdziwych tragedii, historie zaczarowanych zamków, uroczych królewien, dobrych wrózek, dzielnych rycerzy, świeciły jak gwiazdy wśród nocy...”. Przy „Herbaciarni” skauci i skautki zbudowali stajnię dla 4 par koni, które pod opieką zostawił poseł austriacki p. Gniewosz. Zarówno chłopcy jak i starzse dzieczęta mieli dyżury przy koniach, tj, oporządzali stajnię, karmili zwierzęta i zwozili z lasów Tatrzańskich drewno do tartaku „Zwierzyniec” i do papierni, zarabiając w ten sposób na swoje utrzymanie. Gdy front się przybliżył, w Zakopanem niemal calkowicie odciętym od świata, zapanował głód. Aby zdobyć żywność dla dzieci w ochronce i biedot korzystających z „Herbaciarni” Olga wybralła się do Kieżmarku. Towarzyszy ła jej Lili Mokłowska i skaut Justyn Krętski. Na miejscu obie zostały aresztowane pod zarzutem szpiegostw, groził im sąd wojenny – i przesiedziały pod kluczem aż do czasu gdy władze wojskowe Kieżmarku wyjaśniły sprawę z wójtem zakopiańskim Wincentym Regieciem. Komendant Kieżmarku przepraszając za pomyłkę, kazał wóz wyładować po brzegi żywnością, za którą skutki nic nie potrzebowały zapłacić. Gdy część I Pułku Legionów stacjonowała w Szaflarach, nawiązeno kontakt z intendenturą, skąd skautki otrzymały znaczny zapas bielizny zołnierskiej. Wówczas Herbaciarnia” stała się dla legionistów miejscem „oczyszczania sie”. Żołnierze dostawali gorącą kąpiel (w beczce), zostawiali zawszoną bieliznę i mundury, a otrzymywali świeże i czyste. [...] Sytuacja w Zakopanem stawała się coraz trudniejsza. owo anie mężczyzn do wojska zdezorganizowało normalne życie całej okolicy. Zniwa były nieukończone, transport zawodny, poczta i gmina pozbawione części pracowników. Równocześnie napływały liczne rzesze uchodźców, z których wielu wymagało pomocy i opieki. Jednak mimo iz w Zakopanem istniało wiele różnych organizacji i komitetów, żadna z nich nie podejmowała praktycznej działalności w tym zakresie. Natomiast skauci i skautki byli dobrze przygotowani do szybkiego, sprawnego działania i nieśli pomoc w różnych, często nieprzewidzianych sytuacjach. Nie byłoby to jednak możliwe bez pomocy ze strony miejscowego społeczeństwa, do którego ofiarnościskauci wielokrotnie skutecznie apelowali. [pomijam akapit o ochronce]